16 sierpnia 2010

I love London. Part 1 .


Jestem. Wróciłam. Żyję. Powoli dochodzę do siebie. Jeszcze dwa dni temu byłam w prawie ośmiomilionowej metropolii, a dziś - otacza mnie szara lubelska rzeczywistość.
Jak było ? Chyba lepiej być nie mogło. No, może po za takimi drobnymi szczegółami jak problemy z kartą płatniczą, pogoda i rozwalona walizka. Ale to jest niczym w porównaniu do tego jaki ślad został w mojej pamięci. 'Big city life' zdecydowanie do mnie przemawia - dużo ludzi, dużo nowych miejsc, zero czasu na nudę. A do tego 'wolna ręka' i wspaniała osoba u boku.
Przez całe te dwa tygodnie otaczali mnie ludzkie charaktery jakich dotąd nie miałam okazji poznać - wszyscy mili, ciepli, pomocni, uprzejmi, tolerancyjni. Ponadto, z tak wielką różnorodnością nie miałam jeszcze nigdy do czynienia- dopiero teraz do mnie doszło jak bardzo zróżnicowany jest świat.
Mimo, że na kursie byłam najmłodsza osobą w grupie , w niczym mi to nie przeszkadzało.
Cóż, po najwspanialszych dwóch tygodniach mojego życia pozostały jedynie wspomnienia i masa zdjęć , z którymi się z Wami podzielę .

Niedaleko naszego miejsca zamieszkania znajdowało się największe centrum handlowe w Europie, jednak jak dla mnie nic specjalnego.



W drodze ze szkoły do centrum mijałyśmy stadion Chelsea. Spontaniczna decyzja- wysiadamy, robimy kilka fotek.

Harrods i kawałek Hyde Parku.

Zgubienie się w środku osiedla jest idealną okazją do pstryknięcia kilku fotek.



Na dziś to tyle.